Dzisiejszy dzień zaczął się nie łatwo i wtedy przypomniała mi się owa piosenka Mudhoney :)
Od razu wzięłam długopis w łapę i namazałam sobie na nadgarstku tekst, który miał mi przypominać o uśmiechu. Szczerze mówiąc zaglądałam do niego co chwilka a potem zdarzyło się parę miłych rzeczy :)
Także od dzisiaj i codziennie:
TODAY, IS A GOOD DAY!!!
Jak nie trudno się domyśleć dzisiejsza piosenka dnia to Mudhoney - Today, is a good day :)
Nie jest nowa a wręcz przeciwnie ma wiele lat. Wcześniej należała do mojej mamy a teraz to ja stałam się jej właścicielką :)
Torebka jest niewielka co ma swoje plusy - nie chodzę z wielgachnym bagażem co zwykle robiłam (bo przecież wszystko się przyda) a czego nigdy nienawidziły moje plecy.
Mieści się w niej wszystko co powinno :)
Wiele osób lubi duże portfele, które by się tu nie zmieściły i dlatego sprytnie została przemyślana mała, zasuwana kieszonka na dokumenty i kaskę :P
Dodatkowy plus jest taki, że torebka jest skórzana :P
I coś dla podniebienia :P Już dawno ich nigdzie nie widziałam a jest to mój ulubiony baton z dzieciństwa i gdy wczoraj spotkałam go w sklepie to chciałam poprzewracać ludzi w kolejce ze szczęścia! No i jeszcze dlatego, że zaraz miałam zajęcia :P
A i tak z innej beczki :P Dzisiaj jest dzień w którym rządzą dwunastki - 12.12.12 Z tego co znalazłam na fb kolejny taki dzień będzie dopiero za 89 lat czyli (jak dla mnie) za całą wieczność! Potraktujmy go więc szczególnie :) Może już minęła 12:12 ale dzień dalej trwa! Poświęćmy go więc na coś wspaniałego co nazywamy marzeniami :) Nie wymyślajmy tylko tego co chcemy osiągnąć w następnym roku a to co chcemy wciągu całego życia! Wizualizujmy swoje życie takim jakim chcemy by było, nie bójmy się swoich marzeń! Jeśli będziemy głęboko wierzyli, że one się spełnią - tak się stanie!
... a może to dzień w którym spełnią się jakieś marzenia?
Moje się już dzisiaj spełniło - chciałam mieć więcej czasu i zajęcia zostały odwołane :) Trzeba dostrzegać i cieszyć się wszystkim :D
... może to nie koniec świata ale myślę, że jest co świętować :P i jeszcze pada śnieg!
"Pat! Zapraszam cię do siebie, przyjedź w sobotę, mama się zgodziła" i wszystko zeszło na drugi plan. Już nic nie było takie ważne jak to, że znów będziemy razem szaleć. I like it! :P
Nic mnie tak nie zaskoczyło jak powitanie na dworcu :P
Może się czepiam ale powinno być z Częstochowy bo mam odczucie że zamieszkuję na polibudzie :P
Takie łakomczuchy jak my :P Nie obyło by się bez masy słodyczy, babeczek i pysznych obiadków :)
Ciasteczka miały pyszne czekoladowe nadzienie - i na ciepło i jak już były zimne były pyyychaaa<3
I dalej o dwóch takich, które poszły w miasto.
Rytualne zdjęcie butów
Panorama spod Kościoła Św. Lamberta
Inne zdjęcia miasta i reklamy przed którą mogłybyśmy stać godzinami i się do niej cieszyć :D
I wszystko się śmieje, kiedy masz przy sobie kogoś kogo kochasz :)
I dzikie zabawy na placu zabaw!
Towarzysze zabawy :)
Nawet kaczki cieszyły się razem z nami! I nie obyło się bez naszego HSM! Zaplanowałyśmy wspomnienia a właśnie wesołe piosenki, teksty, choreografie, bohaterowie i ich ciężkie przeżywanie jest głównym ich punktem :)
Aż muszę zrobić o tym kolejny post :)
Zdążyłam poznać jeszcze kolejną partię rodziny :P Jestem o kolejny level wyżej :P
No i ciężkie pożegnanie :(
Przez dwa lata z hakiem szukałam tej książki chyba we wszystkich bibliotekach na terenie Częstochowy. I nigdzie jej nie było!!! Cały czas słyszałam odpowiedź: "Przepraszamy ale książka jest wypożyczona". Czasami słyszałam również, że prawdopodobnie nie zostanie już oddana bo na stanie nie ma jej od 2010 roku... aż w końcu, pewnego, słonecznego dnia usłyszałam zza bibliotecznej lady:" Proszę chwileczkę poczekać, zaraz ją znajdę". Byłam w totalnym szoku. Całkowicie mnie zamurowało!
Pierwszy raz usłyszałam o tej książce, kiedy wyszedł film na jej podstawie. Łatwiej byłoby obejrzeć ekranizację ale wiem, że dzięki książce i wyobraźni zobaczę o wiele więcej dlatego też postanowiłam poczekać aż ją przeczytam.
"Niewiarygodna historia miłosna" autorstwa Bena Sherwooda opowiada historię dwóch braci Charliego i Sama. Chłopców łączy niesamowita więź, która przetrwała nawet odejście ze świata żywych jednego z nich. Po śmierci swojego młodszego brata, Charlie zostaje obdarzony niezwykłą mocą - może widzieć dusze zmarłych ale jedynie na obszarze cmentarza na którym został pochowany Sam. Chłopcy złożyli sobie przysięgę, że zawsze będą przy sobie a Charlie dodał, że to on przeprowadzi Sama na Drugi Brzeg.By być blisko brata Charlie zostaje głównym dozorcą na cmentarzu - codziennie otwiera i zamyka żelazną bramę, dba o groby, kosi trawę, przepędza gęsi, przygotowuje miejsca dla zmarłych, pociesza ich błąkające się duszę oraz ich rodziny ale przede wszystkim każdego wieczoru o zachodzie słońca stawia się na przygotowanej na wzór domowego podwórka polanie i spotyka się tam z duchem Sama. Nikt o tym nie wie, nikt im nie przeszkadza. Ten czas jest tylko dla nich. Codziennie o tej samej porze spotykają się by pograć w baseball, porozmawiać, pobyć ze sobą i dochować złożonej przysięgi. Pewnego dnia niespodziewanie na cmentarzu pojawia się Tess, która całkowicie wywraca świat Charliego do góry nogami. Poprzez szybko następujące po sobie zdarzenia Charlie musi wybierać między Samem i złożoną mu obietnicą a Tess która staje się miłością jego życia.
Recenzja filmu strasznie mnie zaciekawiła. Chciałam wiedzieć kogo wybierze Charlie i tylko dlatego chciałam przeczytać książkę. Jeszcze zanim ją wypożyczyłam byłam pewna, że postawi wszystkie karty na Sama, ponieważ jakby nie patrzeć to przez niego stracił życie i to jemu złożył obietnicę a Tess przecież znał zaledwie parę dni. Poza tym nigdy nie pomyślałabym, że ta książka mimo tego, że niesamowicie łatwo można było wymyślić sobie dalszy ciąg wydarzeń okazała się wcale nie taka banalna a wręcz strasznie szybko zmieniała się akcja.
Dla tych, których poruszyła historia dwóch braci ale nie lubią czytać polecam film pod tytułem "Charlie St. Cloud". Wiele dziewczyn ucieszy się zapewne, ponieważ rolę główną (Charliego) zagrał bożek nastolatek - Zac Efron. Film jest na prawdę niezły ale i tak nie dorównuje książce.
Ostatnio wzięło mnie na wspomnienia i przypomniałam sobie bardzo miło spędzony dzień z Pauliną - moją przyjaciółką:P
Mimo tego, że mieszka ona bliżej centrum niż ja to zobaczyłam, że tak samo jak u nas tak i u niej jest miejsce w którym można się w jakiś sposób wyciszyć i poczuć jakby było się z dala od miasta. Ale o tym za chwilę;P
Chciałam powiedzieć, że Paula jest straszną spryciulą w sprawach żywieniowych. Nawet gdyby zostały jej produkty, które kompletnie do siebie nie pasują to i tak spokojnie zrobiłaby z nich coś co byłoby nie tylko zjadliwe ale naprawdę smaczne. Ogólnie jestem strasznie wybredna pod względem jedzenia a to co ona mi poda zawsze smakuje idealnie :) I tutaj kanapeczki zrobione z płatków ryżowych, białego sera i... arbuza! Jak nigdy nie lubiłam tego owocu tak strasznie mi posmakował! Dziękuję Miśka :*
Obejrzałyśmy śliczny film, który opisze innym razem i wyszłyśmy na spacer :) Dodam jeszcze, że Paulina nauczyła mnie oglądania filmów! Mimo tego, że brzmi to komicznie nigdy nie byłam zwolenniczką spędzania w taki sposób swojego wolnego czasu chyba, że coś strasznie mi się spodobało to wręcz przeciwnie wałkowałam to ile wlezie. Bogu dzięki, że te czasy minęły :P Teraz spełniam co trochę moje marzenie z dzieciństwa : kiedy Paulina przychodzi oglądamy razem jakiś film a czasami nawet bajkę. Jak w "przyjaciołach"! :)
Tak czy inaczej wyszłyśmy i zobaczyłam "ponury" Raków z zupełnie innej strony :)
To wejście mimo tego, że było zarośnięte miało w sobie to "coś". Ogólnie nie było go zbyt widać i mnie kojarzyło się z jakimś tajemniczym ogrodem.
Koniki polne...
Kolejna rozrywka: cieszenie się z "urwanych" torów kolejowych prowadzących do jakiejś starej fabryki. Jak widać n poniższym zdjęciu ktoś znalazł tam miejsce do nauki :)
I piękny bukiecik, który dostałam od Pauli :P Nacieszyć się nim nie mogłam! <3
"Statua wolności" ;P
Moja ulubiona droga do szkoły :)
I jej początek :)
Dobra :) Piosenka na dziś : Golden Life - Oprócz błękitnego nieba